SKKT nr 8 w Rzeszowie
Aktualności
Galerie
Kronika
- Wakacje 2011 w Sudetach
- Powitanie Wiosny 2011
- Marsze na Orientacje
- Bieszczady Jesienią
- Wakacje 2010 w Beskidzie
Licznik Odwiedzin
Wakacje 2010 w Beskidzie - Kronika
12 - 18 lipca 2010 roku Beskid Żywiecki - Korbielów
12 lipca 2010 roku
Dnia 12 lipca 2010r. o godzinie 700 zebraliśmy się na parkingu pod ROSiR-em w Rzeszowie, aby rozpocząć nasz obóz wędrowny w Beskid Żywiecki. Wyjechaliśmy jednak z półgodzinnym opóźnieniem, ponieważ czekaliśmy na legitymację PTTK jednego z naszych kolegów, która okazała się niepotrzebna. Po drodze byliśmy w Wadowicach, aby obejrzeć kościół parafialny Karola Wojtyły i jego mieszkanie. Które niestety było zamknięte. Mieliśmy wówczas za sobą już ponad połowę drogi. Po wyczerpującej podróży dotarliśmy do miejsca skąd pełni energii i z entuzjazmem wyruszyliśmy na Groń Jana Pawła II. Podejście było strome, ale atmosfera gorąca. Po 2,5 godzinnej wędrówce ujrzeliśmy upojny prześwit między drzewami symbolizujący kres naszej wycieczki. Po krótkim odpoczynku w schronisku wyruszyliśmy w drogę powrotną. Gdy dotarliśmy do autokaru z piskiem opon wyruszyliśmy do Korbielowa gdzie zakwaterowaliśmy się w Schronisku Młodzieżowym i spędziliśmy resztę dnia.
13 lipca 2010 roku
Dnia 13 lipca 2010r. zaplanowaliśmy podróż w kierunku Jałowca (1111 m n. p. m.). Pełni zapału o godzinie 800 wsiedliśmy do autokaru i ruszyliśmy do Koszarawy Cichej skąd rozpoczęliśmy naszą wędrówkę. Przeszliśmy przez przełęcz Cichą, z której po kilki godzinach zdobyliśmy szczyt Jałowca. Po odpoczynku ruszyliśmy w drogę powrotną przez Czarnicę Suchą, a następnie Koszarawę Cichą. Autokarem wróciliśmy do schroniska w Korbielowie. Pełni wrażeń po męczącym dniu i chęci na zdobywanie następnych szczytów udaliśmy się do swoich pokoi, gdzie zbieraliśmy siły na kolejną wyprawę.
14 lipca 2010 roku
W środę, 3 dnia obozu wstaliśmy około godziny 400. Po Śniadaniu wsiedliśmy do autokaru, w którym spędziliśmy senne 1,5 godziny. Po przyjeździe, budząc się ponownie ruszyliśmy w trasę niepewnym krokiem, ledwo stąpając pod górę, natknęliśmy się na łańcuchy, W bulach i cierpieniach doszliśmy na szczyt najwyższej góry Beskidów(1725 m n. p. m.) - Babia Góra. Znajdując się na tym punkcie dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy o tym miejscu. W drodze powrotnej zdobyliśmy Sokolicę. Troszkę spoceni wróciliśmy do ośrodka, w którym czekała na nasz kolacja. Byliśmy bardzo zmęczeni, ale również szczęśliwi, że zdobyliśmy tak wymagający szczyt.
15 lipca 2010 roku
Dnia 15 lipca 2010r. wybraliśmy się na Czupel. Początkowo wędrówka nie zapowiadała się obiecująca. Było gorąco i parno, a my przedzieraliśmy się przez gęste chaszcze, aby dotrzeć do szlaku. Wreszcie się udało! Kosztem nóg, które mieliśmy obdarte i odrapane przez krzaki. Później było już tylko lepiej. Pogoda dopisywała. Wędrówka była trochę męcząca, ale po drodze osładzały ją borówki rosnące wzdłuż szlaku, a na szczycie zasłużony odpoczynek. Mieliśmy dobry widok na elektrownię szczytowo-pompową. Później odpoczęliśmy jeszcze w schronisku PTTK u podnóża Magurki, także odzyskaliśmy siły do drogi. Zejście było dość wymagające, bo strome, przez las. Dotarliśmy do Wilkowic. Pan kierowca był tak miły, że włączył klimatyzację przed naszym wejściem do autokaru.
CHRZEST
Czwartek, 15 lipca 2010r., około godziny 1930. Schronisko młodzieżowe PTSM-u w Korbielowie. Atmosfera dziwna, tajemnicza. Napięcie wisi w powietrzu. Czekamy. Pani Maria - roześmiana – miesza kisiel w łazience. Pan Łukasz – zadowolony – pożera bitą śmietanę. Wszyscy pracują. Za chwilę rozpocznie się chrzest – chwila wyczekiwana, ważna, zabawna, ale ogólnie bardzo brudna sprawa. Ostatnie prace kosmetyczne. Wszystko już ustawione i przygotowane. Maciek zakłada wkłada koronę na głowę. Chrzciciele przebierają się i malują. Pani Maria – roześmiana zasiada na krześle. Pan Łukasz – zadowolony – pożera bitą śmietanę. Maciek, jako Jagiełło przychodzi do chrześniaków. Pan Łukasz wygrywa mu melodyjke ustami i oblizuje śmietanę z warg. „Dziś mija sześćsetna rocznica bitwy pod Grunwaldem” – ogłasza Maciek – „Podczas chrztu, stylizowanego na wielką bitwę, każdy z was przedzie swój własny Grunwald”. A potem? A potem sporo krzyku, śmiechu, brudu i zabawy. Szczegółów nie zdradzę, gdyż czytelniku, albo w takim chrzcie już uczestniczyłeś, albo co ciekawe, dopiero będziesz. I tak stanęli – 14 chrzczonych, 18 chrzczących. We włosach ketchup, mąka. Na twarzach czekolada i dżem. Na wargach pieprz i musztarda, na nogach papryka, mąka, kisiel, buraki; na czołach ćwikła – znamię PTTK, woda na czołach, plecach, UŚMIECH NA USTACH. SKTK nr 8 w Rzeszowie wzbogaciło się o kolejnych prawdziwych turystów.
16 lipca 2010 roku
Jak każdego piątku obudziliśmy się wszyscy rano w oczekiwaniu na sobotę, która zdaniem kalendarza wypadała po piątku. Jednak zanim nastąpiła sobota, należało się do niej przygotować, w odpowiedni sposób, przeżywając piątek. A było tak: Wyruszyliśmy z Sopotni Wielkiej. Podejście próbowało być męczące i długie, jednak mieliśmy to za nic i zignorowaliśmy jego nieudolne próby docierając na Romankę. Tam też odbyliśmy kurs w zakresie zbieractwa i degustacji borówek. Nasyciwszy się wyruszyliśmy do kolejnego punktu naszej wyprawy, zwanego Rysianką. Po drodze, nie spodziewając się żadnej tragedii, katastrofy czy zawirowań na giełdzie papierów wartościowych, niespodziewanie natknęliśmy się na olśniewająco, ekscytująco, porywająco, sympatyczną Halę Rysianki, na której to korzystając z niezwykłej, panującej tam aury spędziliśmy kolejną godzinę idąc, pijąc i relaksując się. Nabrawszy sił zaatakowaliśmy opiewaną w licznych pieśniach i poematach górę, będącą natchnieniem i jednocześnie powodem miłosnych zawodów wielu artystów, utytułowaną z tego powodu mianem Rysianki. Jednak dopiero na szczycie w pełni zrozumieliśmy słabość i kruchość ludzkiego bytu, kontemplując na schroniskowej łące istotę i sens istnienia. Podśpiewując obozowe piosenki, napełnieni radością, dobrym humorem ruszyliśmy naszym barwnym i roześmianym korowodem w stronę autokaru, aby wróciwszy do ośrodka z niecierpliwością oczekiwać zbliżającej się soboty.
17 lipca 2010 roku
Wyjazd zaplanowano na godzinę 630. Po około 15-minutowym przejściu Korbielowa weszliśmy na Pilsko (1557 m n. p. m.) co zajęło blisko 2 godziny. Droga pełna była komarów. Na szczycie znajdowała się polana, od której do 20-minutowym przejściu dotarliśmy do schroniska. Około godziny 1300 przybyliśmy do naszego ośrodka. Później był czas na odpoczynek i o godzinie 2000 mieliśmy ognisko z kiełbaskami, które jedliśmy szybko, ponieważ zgoniła nas burza. Wieczorem zjedliśmy galaretki od Pani Bernadety po czym zostały przeprowadzone zabawy.
przepisał Krystian
wstawił Łukasz 07.06.2011r.
Copyright © Łukasz Lenarczyk, Designed by Alpha Studio